Witam wszystkich na moim blogu! Kot książkowy to swego rodzaju pierwsze drzwi, w które może zapukać osoba szukająca mnie w sieci. Drugie prowadzą do bloga prywatnego, zarezerwowanego dla osób, które znam i lubię. Traktuję go bowiem jak dom, do którego nie zaprasza się pierwszego lepszego człowieka z ulicy. Jak widać, nie zależy mi na lajkach, wyświetleniach czy fanach. Gdyby tak było, otworzyłabym blog główny.

Jeśli znajdziecie tu opinie o produktach, będzie to oznaczać, że daną rzecz polecam, bo sama jej używam. Lub przeciwnie, nie sprawdziła się. Gdy pojawi się opis miejsca - byłam w nim i podobało mi się (lub nie). Na blogu będą też recenzje książek. Skąd pomysł? Bezskutecznie szukałam informacji o kilku książkach, które zamierzałam kupić, więc... stwierdziłam, że je kupię i sama napiszę recenzję. A co! A skoro na stary blog z recenzjami (filmów) nie mogę się dostać, bo zapomniałam hasła, będę wrzucać je tutaj. Ot i cała historyja.

niedziela, 23 maja 2010

Amor Amor EDT, Cacharel


Kompozycja zapachowa tych perfum powinna powalić mnie na kolana. Szkoda tylko, że w Amor Amor nie czuję ani tego grapefruita ani innych owoców (nawet "owocków"). Czuję tylko... róż.

Właśnie tak. Gdyby kolor różowy miał zapach, pachniałby właśnie Amor Amor. Aż dziw, że butelka jest czerwona, nie różowa. Drażni mnie ten zapach niemiłosiernie. Wcześniej mówiłam: "Gdyby istniał różowy pieprz, to tak by pachniał". Później odkryłam, że owo "cudo" istnieje.

Amorek pachnie słodko, ale jednocześnie świdruje w nosie, drażni i prowokuje do kichania. Nie mogę powiedzieć, że to brzydki zapach, że śmierdzi. Nic z tych rzeczy. Po prostu źle mi się kojarzy - z modnie ubraną "niunią" z tipsami, ganiającą po trendy klubach i chichrającą się z byle czego. Z taką, która kupuje podróbki zapachów na topie, a że takowe nie pachną długo, to i zlewa się nimi do upadłego (gdzie popadnie - po szyi, po włosach, rękach, ubraniu), zmuszając otoczenie do wątpliwej przyjemności wdychania oparów.

Tak, jestem nieobiektywna. W byłej pracy mieliśmy niunię, która dokładnie tak robiła, przez co "zepsuła" mi odbiór Amor Amor skojarzeniem z tego typu dziewczynkami. I perfumy wylądowały w szufladce zapachów noszonych przez miłośniczki tego co "słodkie, modne i zdecydowanie w za dużej ilości". Może używane z głową byłyby odbierane zupełnie inaczej? Bo, jak mówię, nie jest to zapach brzydki sam w sobie.

Ponoć podoba się mężczyznom, ale nie mogę tego potwierdzić. Zaprzeczyć też nie mogę - po prostu nie słyszałam na jego temat niczego prócz żali na intensywność użytkowania ;)

Nawiasem mówiąc, Cacharel należy do "złych" koncernów, więc nie kupuję jego produktów, ale i bez tego nie sięgnęłabym  po Amor Amor. Nie moja bajka.

* Fotka z sieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz