Witam wszystkich na moim blogu! Kuferek na strychu stanowi swego rodzaju pierwsze drzwi, w które może zapukać osoba szukająca mnie w sieci. Drugie prowadzą do bloga prywatnego, zarezerwowanego dla osób, które znam i lubię - traktuję go bowiem jak dom, do którego nie zaprasza się pierwszego lepszego człowieka z ulicy.

Jak widać, nie zależy mi na ilości wyświetleń i tysiącach anonimowych fanów. Gdyby tak było, otworzyłabym blog główny. Piszę dla przyjemności, nie dla statystyk :) Jeśli znajdziecie tu bezczelną reklamę, będzie to oznaczać, że produkt polecam, bo sama go używam. Jeśli opiszę jakieś miejsce - byłam tam i podobało mi się. Jeśli wkleję jakiś obrazek czy tekst - mam taką ochotę ;)

piątek, 25 maja 2012

5th Avenue, Elizabeth Arden


Czaiłam się na Aleję jak szczerbaty na suchary. Poznałam ją rok temu, ale wtedy tylko niuchnęłam, stwierdziłam, że ładna i poszłam dalej szukać idealnych perfum. Nawet zastanawiałam się nad zakupem, ale miałam ambicje znalezienia "mojego" zapachu, a nie zapachu po prostu ładnego.

Niedawno, będąc na zakupach w Rossmannie, podniosłam oczęta na półkę z perfumami i zobaczyłam Ją piękną, smukłą i złotą, a do tego w promocyjnej cenie. Niepewnie popsikałam nadgarstek i dokończyłam zakupy. Po niecałej godzinie nie wytrzymałam, przygalopowałam z powrotem i sięgnęłam po butelkę. Aleja w końcu była moja!

To zapach elegancki, spokojny, stonowany można rzec, że nudny. Mam to gdzieś, mój zapach nie musi bić po nosie, krzyczeć ani podstawiać nóg otoczeniu, by się kładło pokotem u moich stóp Nie powala, jest zwyczajnie ładny. Uroczy taki śliczny, puszysty kotek, żadna kocica. Wcześniej wydawało mi się, że pachnie gorzko i zielono, trochę zimno, a na mojej skórze niespodziewanie się osłodził i nasłonecznił.

Nie powiedziałabym, że jest seksowny, mój mężczyzna po powąchaniu stwierdził, że jest przeciętny. Ale jemu mało co się podoba Zgadzam się z tym, że to zapach bezpieczny, pokażcie mi kogoś, kto powie, że to śmierdziuch.

Dla mnie to klasa i szyk, nie jest moim ideałem, ale używam z przyjemnością.

EDIT 2014:  Nie kupię więcej, choć lubię ten zapach. Bunt w ramach eko-oszołomstwa.

* Fotka z sieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz