Witam wszystkich na moim blogu! Kuferek na strychu stanowi swego rodzaju pierwsze drzwi, w które może zapukać osoba szukająca mnie w sieci. Drugie prowadzą do bloga prywatnego, zarezerwowanego dla osób, które znam i lubię - traktuję go bowiem jak dom, do którego nie zaprasza się pierwszego lepszego człowieka z ulicy.

Jak widać, nie zależy mi na ilości wyświetleń i tysiącach anonimowych fanów. Gdyby tak było, otworzyłabym blog główny. Piszę dla przyjemności, nie dla statystyk :) Jeśli znajdziecie tu bezczelną reklamę, będzie to oznaczać, że produkt polecam, bo sama go używam. Jeśli opiszę jakieś miejsce - byłam tam i podobało mi się. Jeśli wkleję jakiś obrazek czy tekst - mam taką ochotę ;)

niedziela, 13 maja 2012

Incandessence, Avon


Mam w swojej kolekcji perfumy drogie, zwykły zapachowy dezodorant, mgiełki i wody. Cenię urodę zapachu, a nie lans, że kupiłam sobie perfumy ęą, bułkę przez bibułkę za parę stów, a tańsze to śmiech na sali i szkoda nawet komentować. Dlatego mam też parę typów "katalogowych", a między nimi właśnie one, Incandessence.

Po pierwsze, przy której pisaniu ich nazwy zawsze muszę się skupić dla mnie jest trudna Po drugie, to cudowny, ciepły i promienny zapach. Używała ich moja współlokatorka i często prosiłam o pozwolenie na spryskanie się nimi. Tak miło się je nosi...

Może i czuć, że to nie drogie perfumy, może i nie są jakoś super trwałe, ale uważam, że są przepiękne. Opakowanie wyjątkowo pasuje do zapachu tak samo jak ta pani w cudnej sukience, która reklamuje Incandessence.

Kiedy czuję ten aromat, zamykam oczy i widzę słońce, dużo słońca. Spokój. Słoneczne promienie załamujące się na rosnącej na drzewie brzoskwini. A może moreli? Może też być to wyjątkowo słodka gruszka, w każdym razie słońce pada na nią i ociepla złocistą skórkę. Prawie czuję dojrzałość owocu i sok ukryty pod powierzchnią. To chwila, w której czas przestaje mieć znaczenie. Spokój i harmonia. To nie jest zapach dla zabieganej bizneswoman bardziej mi pasuje do młodej mamy w długiej sukience, bawiącej się z dzieckiem w ogrodzie w piękny letni (ale nie upalny) dzień.

Jestem spokojniejsza, kiedy nimi pachnę. Wyciszam się. Częściej się uśmiecham, mam wrażenie, że wydobywają z kobiety łagodność. Można je znaleźć tak tanio, że aż grzech nie kupić, a przynajmniej nie przetestować.

EDIT 2014: Są piękne, ale już ich nie kupię, ponieważ są produkowane przez firmę, która weszła na rynek chiński, co automatycznie oznacza możliwość (oczywistość) testowania na zwierzętach. Tak że ze smutkiem, ale mówię im "żegnaj".

Ewentualnie ustrzelę je kiedyś na Allegro bądź w jakimkolwiek innym miejscu, używane, z drugiego obiegu. Taka hipokryzja trochę, ale powodowana chęcią mania ciastka i zjedzenia ciastka. Innymi słowy, nie dołożę się sklepowi (marce), ale żeby cieszyć się zapachem, mogę go od kogoś odkupić.

* Fotka z sieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz