Witam wszystkich na moim blogu! Kuferek na strychu stanowi swego rodzaju pierwsze drzwi, w które może zapukać osoba szukająca mnie w sieci. Drugie prowadzą do bloga prywatnego, zarezerwowanego dla osób, które znam i lubię - traktuję go bowiem jak dom, do którego nie zaprasza się pierwszego lepszego człowieka z ulicy.

Jak widać, nie zależy mi na ilości wyświetleń i tysiącach anonimowych fanów. Gdyby tak było, otworzyłabym blog główny. Piszę dla przyjemności, nie dla statystyk :) Jeśli znajdziecie tu bezczelną reklamę, będzie to oznaczać, że produkt polecam, bo sama go używam. Jeśli opiszę jakieś miejsce - byłam tam i podobało mi się. Jeśli wkleję jakiś obrazek czy tekst - mam taką ochotę ;)

czwartek, 22 maja 2014

Emulsja do włosów Gloria, Malwa


Jeszcze rok wcześniej pewnie nie zwróciłabym uwagi na niepozorną buteleczkę stojącą nieśmiało na półce. Gdzie takiemu Kopciuszkowi do krzyczących kolorami koncernowych odżywek, wypachnionych i bielutkich, że ach och.

Ona taka nudna z zewnątrz, kolor jakiś dziwny, zielonkawy i zapachem nie zachwyca... I to mnie właśnie zachwyciło, kiedy w końcu zaczęłam wybierać kosmetyki świadomie, wczytywać się w składy i doceniać prostotę, a nie natrętnie reklamowaną chemię. Dobry produkt obroni się sam.

Gloria działa. Właściwie tyle by wystarczyło, ale rozwinę. Włosy mam cienkie i delikatne, łatwo się plączą. Po nałożeniu Glorii rozczesują się właściwie samą wodą, już przy spłukiwaniu. O mało której odżywce mogę to powiedzieć, a testowałam ich już sporo. Podoba mi się, że nie jest perfumowana, podoba mi się też jej "glutkowatość" i kolor. Kojarzy mi się z naturalnością.

Jak dla mnie ma same zalety, a do tego jest taniutka. Kosztuje raptem parę złotych - nie pamiętam, ale coś między 4 a 6 złotych. Potrafię pojechać do Oszołoma (Auchan) specjalnie po nią, a wcale nie mam blisko To chyba najlepsza recenzja.


* Fotka z sieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz