Witam wszystkich na moim blogu! Kot książkowy to swego rodzaju pierwsze drzwi, w które może zapukać osoba szukająca mnie w sieci. Drugie prowadzą do bloga prywatnego, zarezerwowanego dla osób, które znam i lubię. Traktuję go bowiem jak dom, do którego nie zaprasza się pierwszego lepszego człowieka z ulicy. Jak widać, nie zależy mi na lajkach, wyświetleniach czy fanach. Gdyby tak było, otworzyłabym blog główny.

Jeśli znajdziecie tu opinie o produktach, będzie to oznaczać, że daną rzecz polecam, bo sama jej używam. Lub przeciwnie, nie sprawdziła się. Gdy pojawi się opis miejsca - byłam w nim i podobało mi się (lub nie). Na blogu będą też recenzje książek. Skąd pomysł? Bezskutecznie szukałam informacji o kilku książkach, które zamierzałam kupić, więc... stwierdziłam, że je kupię i sama napiszę recenzję. A co! A skoro na stary blog z recenzjami (filmów) nie mogę się dostać, bo zapomniałam hasła, będę wrzucać je tutaj. Ot i cała historyja.

piątek, 23 maja 2014

Olej arganowy – złoty eliksir młodości (Organique)


Aktualnie jestem w fazie zachwytów nad tym olejkiem i, póki co, ma według mnie tylko jedną wadę - cenę. Kupiłam go na organikowej wyspie w Bonarce (Kraków) za 65 zł, a wahania stłumiłam, tłumacząc sobie (swojemu sknerstwu), że olejek jest wielofunkcyjny, więc zastąpi mi kilka kosmetyków. I zastąpił ;)

Dopiero rozpoczęłam zabawę z olejowaniem włosów i właściwie to nie wiem, czy są błyszczące z jego powodu, czy dlatego, że nie używam już koncernowych kosmetyków. Poczekam jakiś miesiąc-dwa i wtedy napiszę jak się sprawuje na włosach.

Jeśli chodzi o używanie w charakterze balsamu, jestem pod wrażeniem gładkości skóry. Podoba mi się, że nie pozostawia na niej lepkości, tylko szybko się wchłania. Strasznie mnie to zawsze denerwowało, kiedy potraktowałam się np. oliwką dla dzieci i potem lepiłam do wszystkiego. Ale największy zachwyt wzbudza we mnie skóra twarzy po użyciu olejku. Nie jest tłusta! Nie używam go codziennie, żeby nie przesadzić - tak 2-3 razy w tygodniu. Po każdym zastosowaniu skóra jest gładziutka, delikatna i przyjemnie nawilżona, ale nie tłusta. Nie ma na niej denerwującej powłoczki, która zostaje na palcach.

Olejek sporo kosztuje, ale uważam, że warto wydać większą kwotę na produkt naprawdę znakomitej jakości.

Uaktualnienie, rok później, dokładnie 23 maja 2015 :)

To był mój pierwszy olej, dlatego darzę go dużym sentymentem. Bardzo dobrze mi się go używało, ale dziś wiem trochę więcej o naturalnej pielęgnacji i dlatego raczej już go nie kupię. Przede wszystkim:
- są tańsze, a równie dobre (patrz: moja miłość do oleju ze słonecznika czy oleju ze słodkich migdałów)
- wolę wersje pure, najlepiej organiczne, ewentualnie naturalne. Nie przeszkadza mi, że często nie tyle nie pachną, co śmierdzą, a do tego są w aptecznych buteleczkach, a nie w pięknych, luksusowo wyglądających opakowaniach. Liczy się działanie, nie opakowanie.

Jak ładnie mi się zrymowało! :)

* Fotka podpierdzielona z sieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz