Witam wszystkich na moim blogu! Kot książkowy to swego rodzaju pierwsze drzwi, w które może zapukać osoba szukająca mnie w sieci. Drugie prowadzą do bloga prywatnego, zarezerwowanego dla osób, które znam i lubię. Traktuję go bowiem jak dom, do którego nie zaprasza się pierwszego lepszego człowieka z ulicy. Jak widać, nie zależy mi na lajkach, wyświetleniach czy fanach. Gdyby tak było, otworzyłabym blog główny.

Jeśli znajdziecie tu opinie o produktach, będzie to oznaczać, że daną rzecz polecam, bo sama jej używam. Lub przeciwnie, nie sprawdziła się. Gdy pojawi się opis miejsca - byłam w nim i podobało mi się (lub nie). Na blogu będą też recenzje książek. Skąd pomysł? Bezskutecznie szukałam informacji o kilku książkach, które zamierzałam kupić, więc... stwierdziłam, że je kupię i sama napiszę recenzję. A co! A skoro na stary blog z recenzjami (filmów) nie mogę się dostać, bo zapomniałam hasła, będę wrzucać je tutaj. Ot i cała historyja.

wtorek, 1 lipca 2014

Lekki (letni) obiad



A propos tego, że nie da się najeść zieleniną. Na fali zachwytu fajnością sałaty lodowej ostatnio robimy sobie takie sycące, a jednocześnie lekkie obiady. Młode ziemniaczki, kotlety sojowe i zmodyfikowana wersja sałatki greckiej - z porem, serkiem sałatkowo-kanapkowym, kukurydzą, dwoma rodzajami oliwek, pomidorem, ogórkiem, rzodkiewką oraz czerwoną i żółtą papryką. O czymś zapomniałam? O sosie sałatkowym, czyli oliwie z oliwek zmieszanej z wodą i kilkoma przyprawami z torebki. Bajecznie proste, sycące i zdrowe. Voila!

2 komentarze:

  1. Oj, da się najeść TAKĄ zieleniną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napchać po same uszy i nie robić się od razu sennym jak po ciężkostrawnym mięsnym posiłku :)))

      Usuń