Witam wszystkich na moim blogu! Kot książkowy to swego rodzaju pierwsze drzwi, w które może zapukać osoba szukająca mnie w sieci. Drugie prowadzą do bloga prywatnego, zarezerwowanego dla osób, które znam i lubię. Traktuję go bowiem jak dom, do którego nie zaprasza się pierwszego lepszego człowieka z ulicy. Jak widać, nie zależy mi na lajkach, wyświetleniach czy fanach. Gdyby tak było, otworzyłabym blog główny.

Jeśli znajdziecie tu opinie o produktach, będzie to oznaczać, że daną rzecz polecam, bo sama jej używam. Lub przeciwnie, nie sprawdziła się. Gdy pojawi się opis miejsca - byłam w nim i podobało mi się (lub nie). Na blogu będą też recenzje książek. Skąd pomysł? Bezskutecznie szukałam informacji o kilku książkach, które zamierzałam kupić, więc... stwierdziłam, że je kupię i sama napiszę recenzję. A co! A skoro na stary blog z recenzjami (filmów) nie mogę się dostać, bo zapomniałam hasła, będę wrzucać je tutaj. Ot i cała historyja.

piątek, 1 sierpnia 2014

Khadi, Herbal Hair Colour – ziołowa farba do koloryzacji włosów

 
W ramach eko-oszołomstwa postanowiłam nie dać już ani złotówki Lorealowi i innym koncernom produkującym farby do włosów i zapoznać się z tą słynną henną. Powiedzieć, że jestem zadowolona z efektów to zdecydowanie za mało - nie tyle, że kolor wyszedł mi cudny, głęboki i z czerwonymi refleksami, to jeszcze włosy wyraźnie mi się wzmocniły. Zauważyłam, że o wiele mniej mi ich wypada, są błyszczące i bardzo gładkie. Lubię się nimi bawić i często łapię się na tym, że podczas pracy dotykam kosmyków.

Nakładałam papkę zgodnie z instrukcją. Robiłam to dokładnie krok po kroku, nie dokładałam żadnych kaw, soku z cytryny ani niczego innego, bo bałam się, że coś zepsuję (robiłam to pierwszy raz i wolałam nie eksperymentować). Trzymałam hennę na włosach 2 godziny.

O dziwo, nie miałam jakichś wielkich problemów z rozczesaniem. A tak się tego bałam po przeczytaniu opinii w sieci.

Podsumowując, na pewno jeszcze nieraz kupię tę hennę. Widzę w niej tylko jeden minus - niemiłosierny SMRÓD!! Śmierdzi mi strasznie, prawie że do porzygu, naprawdę ciężko wytrzymać. Ale dla takich efektów się poświęcę. Najwyżej złapię wcześniej lekkie przeziębienie ;)

Uaktualnienie, 23 maja 2015 roku

To była moja pierwsza recenzja henny Khadi, naskrobana na Wizażu. Od tego czasu farbowałam w ten sposób włosy kilkukrotnie i jestem tylko coraz bardziej zachwycona. Kolory wybieram podobne ot jasny brąz, ciemny brąz. Obecnie nie boję się eksperymentów i zamiast wody używam kawy, dodaję paprykę, cytrynę plus odżywkę. Pewnie będę dodawać jeszcze inne rzeczy, kiedy tylko dowiem się, że dają fajne efekty. Aaa! I za każdym razem utleniam mieszankę przed nałożeniem (siedzi całą noc w ciepełku).

Nie ma ani jednego powodu, dla którego miałabym wrócić do chemicznych farb, w tym do Palette, której byłam wierna przez wiele lat. Henna rules! ;)

W końcu zabiorę się za jakąś bardziej porządną recenzję (choć z rozsądkiem, rzecz jasna - brak mi czasu na profeszyn-seszyn), bo henna po prostu na to zasługuje.

*Fotka z sieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz