Witam wszystkich na moim blogu! Kuferek na strychu stanowi swego rodzaju pierwsze drzwi, w które może zapukać osoba szukająca mnie w sieci. Drugie prowadzą do bloga prywatnego, zarezerwowanego dla osób, które znam i lubię - traktuję go bowiem jak dom, do którego nie zaprasza się pierwszego lepszego człowieka z ulicy.

Jak widać, nie zależy mi na ilości wyświetleń i tysiącach anonimowych fanów. Gdyby tak było, otworzyłabym blog główny. Piszę dla przyjemności, nie dla statystyk :) Jeśli znajdziecie tu bezczelną reklamę, będzie to oznaczać, że produkt polecam, bo sama go używam. Jeśli opiszę jakieś miejsce - byłam tam i podobało mi się. Jeśli wkleję jakiś obrazek czy tekst - mam taką ochotę ;)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Opowieść o prawdziwym człowieku - siostra Judyta

Poznałam Judytę w 2011 roku, właściwie przypadkiem - bo przez Julię. To notki Julii ściągnęły mnie na blog o życiu w Kamerunie, gdzie pisała o wolontariacie, na którym uczyła afrykańskie dzieci angielskiego. Gospodyni bloga, Judyta, również opowiadała o egzystencji w kameruńskiej rzeczywistości, ale robiła to zupełnie inaczej. Początkowo jej opowieści nieco mnie drażniły, były bowiem takie... spokojne, takie dobre, płynące leniwym nurtem niczym przypowieści. Nie od razu zorientowałam się, że Judyta jest zakonnicą.


Jako człowiek, któremu z Kościołem nie po drodze, niechętnie czytałam jej łagodne apele o zwolnienie pędu, o nieprzywiązywanie się do rzeczy przemijalnych, jałowych, miałkich. Byłam narwana jak młody źrebak i źle mi się czytało o tym, że nie warto trzymać w sercu złości, lepiej puszczać krzywdy w niepamięć i nie zatruwać się nimi ("Mściwość to większe misterium niż śmierć i należy wystrzegać się węża nienawiści...").

Z czasem przekonałam się, że Judyta pisze o rzeczach uniwersalnych. Zadaje pytania, czy warto zajmować głowę rozpamiętywaniem błędów i porażek, podczas gdy na drugim końcu świata ktoś cieszy się, że zjadł właśnie pierwszy w tym dniu posiłek czy zrobił sobie zabawkę ze sznurka. Czy moje banalne zmartwienia naprawdę mają znaczenie w porównaniu do czyjegoś głodu i ubóstwa? Na jej blogu wyciszałam się, mając poczucie, że dzieli się ze mną czymś ważnym, co wymaga skupienia i milczenia. ("Cóż... ludzie widzą, słyszą i czują przede wszystkim to, co ich naprawdę porusza, interesuje. W naszym aktualnym Świecie ludzie bardzo często wydają się głusi na braterską pomoc, wezwanie do przyjaźni, na sprawiedliwość, prawdę, pokój, dobroć.... A dzieje się tak, gdyż w rzeczywistości te sprawy ich wcale nie interesują... Ileż słów, głosów „ nie jest słyszanych”...?")

Była pozbawiona jakichkolwiek złych uczuć, niewinna, o sercu czystym jak dziecko. Nawet jeśli z kogoś żartowała, to bez wyśmiewania. Nikomu nie życzyła źle, dla każdego miała życzliwe słowo, pociechę, radę. Tak po prostu – słowa mądrości płynące od serca, wskazujące drogę, lecz bez śladu pouczania. Była niesłychanie pokorna, niebywale skromna. Nie chciała, żeby jej pisać, że jest wyjątkowa, że jakkolwiek wyróżnia się na tle innych ludzi (na moje: "Ty jesteś naszym światełkiem. Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele robisz dla całej masy ludzi" odpowiedziała: "Każdy COŚ robi i, jak napisałaś, często nie zdaje sobie z tego sprawy..."). Ale taka właśnie była – wyjątkowa.

Pisała pięknie o rzeczach najzwyklejszych. Pokazywała, że liczą się nie rzeczy materialne, lecz uniwersalne wartości, takie jak miłość ("I co jest najważniejsze na tym świecie, który bez wątpienia pięknym jest? Miłość. To Ona ma tę niepowtarzalną moc odwracania biegu wydarzeń, przekształcania słabości w siłę"). Dzieliła się z nami tym, co obserwowała na co dzień, co uznawała za ważne, co mogło nas wzbogacić. Nawet w tym widać było jej nieopisaną pokorę. Opowiadała jakąś historię, przeplatając słowa przepięknymi zdjęciami, przywołując cytaty pisarzy, artystów oraz tzw. zwykłych ludzi, a na końcu, w post scriptum, niczym w dopiskach na marginesie zeszytu, zamieszczała kilka zdań komentarza. Jak gdyby uważała, że jej słowa nie zasługują na dodanie do notki, a jedynie na malutki peesik. Tymczasem każdy jej komentarz był pełen mądrości, a każde zdanie było wyważone. 

Kiedy dowiedziałam się o jej chorobie, byłam zrozpaczona i wściekła. Czemu tak jest, czemu ludzie dobrzy odchodzą w cierpieniu, podczas gdy ci podli i źli żyją sobie w najlepsze? To niesprawiedliwe! Tymczasem ona przyjęła swój los pokornie:

„Czy prosiłabym złotą rybkę o zdrowie? Prosiłabym raczej o moc ducha w przyjmowaniu tego nowego wyzwania, o wolność od choroby, bo nawet do kataru można być przywiązanym grubym łańcuchem... Wiem jedno, że błogosławieństwo, na które się nie godzimy, z czasem obraca się w przekleństwo. Dni w życiu nie są jednostajne... Życzę Wam, abyście zawsze pamiętali o tym, że kiedy czarne chmury zasłonią Wasze słońce, trzeba, jak orzeł, przedzierać się przez te chmury i dać poznać innym, że słońce jednak nie gaśnie...”


24 marca 2012 napisała na swoim blogu:

Przez przypadek... ? ..., natrafiłam w sieci na blogi ludzi, których już nie ma na tym świecie... Blogi zostały i pamięć o tych Pięknych Ludziach... Cierpienie... bez niego nie ma życia, każdy ma Swoje..., ale dlaczego inni mają aż tyle..., dlaczego w życiu jest tyle tajemnic... Z życia na ziemi odeszli, ale wciąż żyją nie tylko w Niebie, w które wierzę, ale także w sieci...
Sami cierpieli bardzo... a jak wielkiej liczbie ludzi pomogli zmienić swoje życie, popatrzeć na życie z perspektywy śmierci, można wyczytać to z komentarzy....”Jeśli dobrze przeżywasz każdy dzień, wówczas niczego nie musisz się bać”. 

Z kolei 9 grudnia 2013 roku napisała:

Światło oświeca drogę, niebo, i jest znakiem, że gdzieś ktoś czeka... Kto z nas nie pamięta światła w oknach swojego domu, które mówiło, że ktoś tam jest i czeka. Są ludzie, którzy świecą, choć nie mają w rękach papierowych lampionów. Znacie takich? 

Znamy, Judyto - Ciebie. Ty byłaś dla nas takim światłem, Ty byłaś Pięknym Człowiekiem. Odmieniłaś życie każdego z nas, uwrażliwiając na rzeczy, na które najprawdopodobniej nie zwrócilibyśmy uwagi. Byłaś naszym mentorem, przyjaciółką, członkiem rodziny. Jestem szczęśliwa i dumna, że mogłam Cię poznać. I na zawsze pozostaniesz w moim sercu.

 
I raz jeszcze powtarzam sobie, że życie to nie czekanie, aż burza minie... Chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu! 

Ja ciągle mam nadzieję, że nasz świat jednak przetrwa dzięki TYM DOBRYM LUDZIOM, którzy są wokół nas...  

Pokonujemy góry, ale wszystko ma swój koniec, każda droga gdzieś się kończy...
Dobrze, bardzo dobrze, że otrzymałam dar życia. Życie jest wyróżnieniem i nudno byłoby bez niego, ale drugiej szansy zdecydowanie nie chcę! 
Jedno życie na niebieskiej planecie zdecydowanie mi wystarczy /śmiech/!!!

*Wszystkie zdjęcia pochodzą z bloga Judyty (http://lavieestbelleijatez.blogspot.com), podobnie jak cytaty.

22 komentarze:

  1. Oby każdy miał szczęście poznać w swoim życiu chociaż jedną taką osobę...
    Piękny tekst Kasiek, widać, że z głębi serducha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo była to wyjątkowa osoba, bardzo mi bliska - mnie i wielu wielu wielu innym ludziom.

      Usuń
  2. Też znałam poprzez bloga Siostrę Judytę...
    Bardzo szkoda, bardzo szkoda,że odeszła :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę sobie nieraz, że w jednym krótkim życiu zdobyła więcej serc i zrobiła więcej dobrego niż kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu ludzi przez całe swoje -dziesiąt lat egzystowania. Nie chciałaby, żeby tak na to patrzeć, ale nie potrafię inaczej.

      Usuń
  3. I nie mogę Twojego bogu zapisać do listy ulubionych, wrrrrr...
    Coś nie tak z tym bloggerem ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogspot czasem kaprysi, nie wiem czemu. Może jakieś przeciążenia czy coś w ten deseń?

      Usuń
  4. Wspaniała Osoba, warta pamięci, warta naśladowania. Dopiero dziś na spokojnie usiadłam, by przeczytać u Ciebie tę niezwykłą historię i efekt tego jest taki, że wzruszenie nadal nie odpuszcza. Dlaczego tak cudowni ludzie odchodzą tak szybko?..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będzie nam chyba dane tego zrozumieć. Staram się o tym nie myśleć, inaczej stwierdzam, że nie ma sprawiedliwości. Może brak mi dystansu.

      Usuń
  5. To, że odeszła, ścięło mnie z nóg. Była wspaniała. po prostu wspaniała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czułam się, jakby odszedł ktoś z mojej najbliższej rodziny. Nie zmienia tu nic fakt, że nie miałam szczęścia poznać jej osobiście.

      Usuń
  6. Proste, cudne słowa dla cudownego człowieka, nie, pomyłka: Człowieka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to był cudowny Człowiek, wyjątkowo dobra dusza, która wpłynęła na życie każdego, kto miał szczęście ją poznać.

      Usuń
  7. Była wyjątkowa, mądra i bardzo uczuciowa...
    Nie umiem wyrazić żalu, który czuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Została po niej wielka pustka - ale i pamięć o wszystkim, co dla nas zrobiła.

      Usuń
    2. Pięknie to napisałaś - pamięć o tym wszystkim co dla nas zrobiął. Tak ta pamieć pozostanie...

      Usuń
    3. Pozostanie w dziesiątkach, jeśli nie setkach ludzkich pamięci...

      Usuń
  8. Znowu nie mogę się dostać na pazurzastego bloga, mam odmowę logowania. Czyżbym już została wykreślona z Twoich znajomych, czy może to tylko figiel sieciowy?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej hej :)))

      To jak najbardziej figiel sieciowy, bo ja nic nie zmieniałam, ani tym bardziej nie usuwałam. Może Blogger kaprysi?

      Pozdrawiam również :)))

      Usuń
    2. A mnie nadal wywala i mam zakaz zaglądania do Ciebie....:(

      Usuń
    3. PS:
      Młodo zmarło się Judycie.... szkoda człowieka.

      Usuń
    4. Szkoda. To wielka strata dla nas wszystkich - każdego, kto miał szczęście ją poznać.

      Usuń
    5. Zaraz pokombinuję z tym Bloggerem. Nie wiem o co chodzi :(

      Usuń